top of page

Jest takie miejsce, które nie ma nic wspólnego z cudem, mimo, że
wszędzie się tak o tym miejscu pisze.

Przygraniczna wioska, z historią taką samą jak setki innych
przygranicznych wiosek. Wysiedlenia, pustka, ruiny, smutne rzędy
świerków tam, gdzie pasły się owce. Właściwie nic ciekawego, nic
nowego.

A jednak to miejsce jest wyjątkowe. Wyjątkowe nie szklanym dachem
kościoła, do którego ciągną tysiące turystów rocznie żeby zrobić sobie
ładne zdjęcie i odhaczyć kolejny punkt na liście rodzinnych wycieczek.

Żyją tu ludzie, którym w tak zwanym Normalnym Świecie, zazwyczaj
odmawia się prawa do życia. Ludzie niespecjalnie mądrzy, niespecjalnie
zdolni, niespecjalnie ładni. Często poranieni i podeptani, nieznający
czegoś takiego jak kochający rodzic czy czułe objęcie. Tutaj mają
możliwość żyć, uczą się, że i oni mają co dać, że i im należą się
okruchy miłości i ciepło serca. Jeśli chcą i potrafią to przyjąć,
zostają. Jeśli nie, idą dalej szukać swojej drogi i swojego sensu.

A ja? Żyję z nimi już trzeci rok, razem z nimi się uczę. Często wątpię
i chcę uciec. Ale zawsze coś mnie zatrzyma. Czyjś uśmiech czy objęcie.
Drobiazg.

bottom of page